20.10.2017

Pijąc małą czarną dookoła świata, czyli o kawowych tradycjach w poszczególnych krajach.



       Jestem! Wróciłam! Jak błogo! Rozsiadam się wygodnie w moim centrum dowodzenia, czyli na białej kanapie z widokiem na ogród i basen, podkładam sobie pod plecy poduchę w bordowo białe kwiaty, a palce kładę na klawiaturze. Na szklany stolik stawiam kubek świeżo parzonej kawy i wreszcie czuję się jak w domu! Spędziłam miesiąc bez internetu, miesiąc bez pełnego blogowania, miesiąc bez ciągłego kontaktu z Wami, miesiąc na wymarciu. Cała wina leży po hiszpańskiej stronie i ich problemach z uruchomieniem w moim mieszkaniu pozornie małego routera. Po tygodniach szukania, czekania, dzwonienia, czekania i ponownego dzwonienia doczekałam się! Vivat! Dziękuję kochani za cierpliwość i za Waszą obecność mimo wszystko. Podarowaliście mi przepiękny prezent! Zapraszam na post, który czekał na swoją publikację już od ponad tygodnia!     




... but first let me take a coffee


       Gdy budzik dzwoni zdecydowanie za wcześnie, gdy niebo spowite jest czarnymi chmurami, a ciepła kołdra sprawia, że tak błogo zapadam się w czeluściach łóżka, gdy tak ciężko postawić gołe stopy na zimnej podłodze, nie ma zmiłuj się! Nie wstaję i już! Byłoby idealnie, prawda? Zakopać się pod poduchami, zasłonić okno roletami, wyłączyć budzik i spać ile dusza zapragnie. Co za raj! Niestety bardzo często nierealny, bo przecież ktoś musi iść do pracy, zrobić zakupy, ugotować obiad, pójść na spotkania. Dzień wypełniony po brzegi zajęciami czeka niecierpliwie, a budzik wtóruje mu irytującym dźwiękiem. Co w takich chwilach pomaga Wam wywlec się z łóżka? Osobiście należę do miłośników kawy i to właśnie ona sprawia, że zaraz po kilku alarmach wyskakuje z łóżka i pędzę prosto do kuchni. Aromat, smak, magiczny płyn w ulubionym kubku rozkosz! Dzisiaj opowiem Wam o tradycjach picia kawy w krajach, w których pomieszkiwałam w ciągu ostatnich lat. Kubek czy filiżanka? Na miejscu czy na wynos? Gorąca czy mrożona? Co kraj, to obyczaj! Ciekawi? Zobaczcie sami!


Tajwan


       Mój fenomen, mała wysepka w północno-wschodniej Azji. Tak, w Azji też pije się kawę. Co więcej, pije się ją na potęgę! Można dostać ją dosłownie wszędzie, w kawiarenkach, na bazarkach ulicznych czy w sklepach otwartych 24/7. Jaka kawa cieszy się największa popularnością? Ta złapana w pośpiechu w papierowym kubku z logo 7-eleven. W Taipei nie ma miejsc specjalnie przeznaczonych do wypicia kawy. Ta brana na wynos zdecydowanie zdaje egzamin i zdaje się smakuje najlepiej. Tajwańczycy upodobali sobie delikatną wersję kawy z dużą ilością mleka. Obowiązkowo z dużymi kostkami lodu, bo jak można zamawiać cokolwiek gorącego w ponad czterdziestostopniowym upale? Ja mogłam. Zawsze zamawiałam gorące latte i zawsze spotykałam się z dziwnym szokiem na twarzy baristy. Wiele razy wybiegałam w pośpiechu ze sklepu z kubkiem pełnym kostek lodu, śmiejąc się w głos. Bowiem Tajwańczycy robią te same kawy, z automatu – średnia, mrożona latte. A mi brak czasu na codzienne wykłócanie się i tłumaczenie, że nie przeszkadza mi taki ukrop na zewnątrz i właśnie taki sam ukrop poproszę w zamawianym przeze mnie tekturowym kubeczku. Bądź co bądź smak kawy z Tajwanu jest niezastąpiony i teraz oddałabym wszystko za choćby malutką porcję, nawet tej mrożonej, a co!   





Korea


       W Korei sprawy mają się inaczej. Jak przystało na ten kraj dumnie i patriotycznie. Żadne Starbucks’y nie mają tak wielkiej sławy jak prywatne koreańskie kawiarenki. Każda z nich jest na swój sposób wyjątkowa i oryginalna. O #5 top najlepszych coffee places w Seulu pisałam podczas mojego pobytu w Korei, więc odsyłam Was do linku -> tutaj. Inspiracje, magiczna atmosfera i niewyobrażalny smak to wszystko zamknięte w każdym lokalu. Podczas półrocznego pobytu w tym kraju zgromadziłam niewyobrażalnie oryginalną kolekcję kubków po kawie. Kształt kobiety i mężczyzny w kapeluszach, piękne kwiatowe wzory, minimalistyczne motywy czy wymyślne logo. Nie sposób nudzić się przy piciu kawy nawet samotnie, co jest wręcz niemożliwe, gdyż w Seulu codziennie wychodzi się z kimś na kawę. Taka tradycja, a ja nie mogłam jej nie pokochać! Lokale pełne są ludzi, a menu bogate w wariacje kawowe bezustannie kusi kolejną porcją magicznego płynu. Koreańczycy stworzyli potężną kulturę picia kawy, ponieważ kawę pije się tam bezustannie. Nie ma znaczenia pora dnia, praca, czy pośpiech. Ulice Seulu pełne są miejsc, gdzie można dostać kawę dosłownie w minutę. Co drugi pieszy oprócz torby z laptopem czy torebki ekskluzywnego projektanta trzyma w dłoni kubek kawy. Obowiązkowo mrożonej! Nieważne czy środek upalnego lata, czy też srogiej zimy z temperaturą dochodzącą minus dwadzieścia stopni, większość Koreańczyków zawsze wybiera kawę z kostkami lodu. 





Indonezja


       Na słodko! To pierwsze skojarzenie, które przychodzi mi do głowy. Kawa w Indonezji podawana jest w długich wąskich szklankach, przeważnie z dużą ilością mleka i bitej śmietany. Miłośnicy słodyczy zawsze znajdą  na dnie gęstą zawiesinę cukru w płynie, która mimo że, podczas mieszania z mlekiem i kawą tworzy przepiękne smugi, to moje ciało zdecydowanie odmawia takiej truciźnie. Nie znoszę kawy z cukrem, być może dlatego kawa w Dżakarcie nie przypadła mi do gustu, a swoje wyjścia do kawiarenek ograniczałam do przygotowywania naparu w moim mieszkaniu.

Włochy


       Z tropikalnej Azji przenieśmy się do Europy. Na pierwszy plan bezapelacyjnie wchodzą Włochy, gdzie picie kawy jest niemalże jak oddychanie. Uliczki pełne są barów, z których głośny śmiech i gwar wydobywa się przez cały dzień. Najpopularniejszą kawą wśród Włochów jest espresso, tzw. mała czarna podawana w filiżance. Dla miłośników słabszych kaw z mlekiem jest niezastąpiona latte lub cappuccino. Przy zamówieniu tej ostatniej należy jednak uważać na porę dnia, bowiem cappuccino pije się we Włoszech w godzinach porannych, nasze późniejsze zachcianki mogą okazać się dla baristy turystycznym faux pas. Picie kawy w pozycji stojącej przyjęło się jako tradycję. Jak widać brak krzesła nikomu nie przeszkadza w wypiciu kawy.





Hiszpania 

       Kraj, w którym mieszkam obecnie, a każda wizyta w kawiarence czy barze kończy się cafe con leche, czyli kawą z mlekiem. Mocniejszy smak czarnej kawy zmieszany z pieniącym się mlekiem. Na początku ciężko było mi się przyzwyczaić do kawy podawanej obowiązkowo w filiżance, gdyż kultura tajwańska i koreańska nauczyła mnie wypijania hektolitrów kawy prosto z uroczych kubeczków. Hiszpania pozwoliła mi jednak zaprzyjaźnić się z białymi filiżankami, które obecnie uznaję za coś szykownego i eleganckiego. Wśród głośno rozmawiających ze sobą Hiszpanów bardzo popularne jest un cortado, czyli espresso z kilkoma kropelkami mleka. Mocny i pobudzający smak kawy z nutką delikatnego mleka. Coś co Hiszpanie lubią najbardziej.

       Jeśli chodzi o upalne dni to mam dla Was ciekawostkę! Przy zamówieniu mrożonej kawy dostaniemy małą filiżankę gorącej kawy oraz dużą i szeroką szklankę z lodem. Zwyczaj nakazuje przelać gorący napój do szklanki wypełnionej kostkami lodu. Dlaczego nie może nas wyręczyć kelnerka, wykonując zamówienie? Nie mam zielonego pojęcia. Jakkolwiek Hiszpania ma swój własny zwyczaj i kulturę! Oleee!




Francja


       Kraj oryginalności, kultury i mody według mnie nie popisał się przy tradycjach piciu kawy, ponieważ jak na moje oko jest to kultura zaczerpnięta z Włoszech oraz Hiszpanii. Francuzi uwielbiają pić kawy mocne, ale z dużą ilością mleka lub śmietanki. Aromatyczne napoje podawane są koniecznie w filiżance, najlepiej w eleganckiej kawiarni z widokiem na ogród czy Pola Elizejskie Długie rozmowy, czytanie powieści, czy przeglądanie prasy to idealny moment na wypicie kawy we Francji.





       Po takiej kawowej wycieczce nie pozostaje mi nic innego, jak skierować się do kuchni i zaparzyć sobie kolejną kawę, a może tym razem udam się do pobliskiego baru na hiszpańską cafe con leche? Przyznam szczerze, że wyjątkowo przypadła mi do gustu. A Wy? W jakich kawach lubujecie się najbardziej? A może podczas którejś z Waszych podróży próbowałyście niespotykanego smaku kawy? Podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzach! Do usłyszenia!  



11.10.2017

Przecież od czasu do czasu można sobie pochlipać pod kocem



       Nagle wyskakuje kilka pryszczy na twarzy, włosy nie układają się tak jak trzeba, a motywacji do biegania nie przybywa. Nagle brak pomysłów na obiad i przypala się nawet chleb tostowy. Planujesz wielkie przedsięwzięcia, okraszone lampką zwycięskiego szampana. Zacierasz ręce na obfite kontrakty i współprace, a jakimś cudem stajesz przed zamkniętymi drzwiami. Media społecznościowe do upadłego powtarzają, że masz być najlepsza, pojawiają się miliony idealnych zdjęć na instagramie, a blogerki chwalą się kolejnymi sukcesami. Tymczasem Twoje lustro odzwierciedla nieudacznicę z pryszczem na brodzie, spalonym chlebem tostowym i złudnymi nadziejami. Jedyne na co możesz i chcesz sobie pozwolić to wytarte dresy, wełniane skarpety i objęcia ukochanej, starej sofy. Obowiązkowo dołączają do Ciebie chipsy, niezastąpiona czekolada i w najgorszym wypadku chusteczki higienicznie. Zdarza Ci się tak czasem? To świetnie!





       Serio. Nie dlatego, że źle Ci życzę, ani też nie dlatego, że właśnie na to zasługujesz. Świetnie, bo też czasem tak mam, i sąsiadka obok również, nawet moje znajome koleżanki modelki,uśmiechające się do mnie z bilbordów. Wszyscy mamy chwile całkowitych porażek. Momenty, w których zwyczajnie buntujemy się na wszystko. Zdajemy się krzyczeć: „Zamknięte! Nie wchodzić!” Zakopujemy się pod kocem, wiążemy niedbale włosy na czubku głowy i cicho pochlipując żalimy się na cały świat. Na niepowodzenia, na niespełnione marzenia, na brak romantyzmu, na słabe filmy w telewizji, na pogodę, na brak pocałunków albo ich nadmiar,na złamany paznokieć i brak inspiracji. Łzy spływają po twarzy niczym strugi deszczu, nos robi się czerwony, a smagający drzewa wiatr dopełnia tragizmu sytuacji. I wiesz co? Świetnie! Płacz przynosi ukojenie, w dziwny sposób oczyszcza i uspokaja. Pozwala na przeanalizowanie sytuacji. Wylewając listę smutków zdajemy sobie sprawę z tego, co tak naprawdę nam dolega, przeszkadza.

       Olej nurtujące Cię wyrzuty sumienia, że nie jesteś tak idealna jak Zośka spod piątki, że Twoi rówieśnicy osiągnęli już tak wiele, a Ty nadal nic. Posiedź sobie jeden dzień na kanapie. Tak jak lubisz, w wytartych dresach i bez makijażu. Posłuchaj ulubionej muzyki i pogap się w okno. Tak bezmyślnie. Należy Ci się! Wsłuchaj się w bicie Twojego serca, wyczuj puls, weź kilka głębszych wdechów. Wróć do momentów, które dają Ci najwięcej energii i szczęścia. Uporządkuj swoje myśli, a serce podpowie Ci którędy podążać. Uznaj swój gorszy dzień jako odpoczynek, coś zupełnie normalnego i potrzebnego. Przecież od czasu do czasu można sobie pochlipać pod kocem. Zregenerować siły, ponarzekać, aby później móc naprawiać ze zdwojoną siłą.




        Następnie wstań, wytrzyj oczy i rusz do przodu. Zacznij od nowa jeśli trzeba, zapukaj ponownie do tych samych drzwi, sprawdź, co lepszego możesz zrobić dla siebie. Nie zadowalaj innych, nie staraj się nawet podążać czyjąś wytartą ścieżką. Stwórz swoją własną. Taką z płaczliwymi momentami na sofie, z dłońmi wzniesionymi do góry, z głośnym śmiechem i piersią pełną świeżego powietrza. To ma być Twoja ścieżka i droga do sukcesu. Wymarzona, odzwierciedlająca Ciebie. Uczyń ją wspaniałą! I pamiętaj, że nie cel podróży jest ważny, ale przebyta droga.


06.10.2017

Ciekawostki z życia w Hiszpanii



       Roszczę sobie prawa do napisania kolejnej części ciekawostek z życia w Hiszpanii. Poprzedni post cieszył się wielką popularnością i padło wiele pytań oraz komentarzy odnośnie mentalności i przyzwyczajeń Hiszpanów. Jeśli ominęliście pierwszą część tego postu to koniecznie zajrzyjcie tutaj -> Hiszpania Ole! - czyli o zabawnej naturze Hiszpanów i ich irytujących przyzwyczajeniach. A dzisiaj zapraszam na kolejną cześć intrygujących faktów! Gotowi?





1.     Chodzą w butach po domu


      Nie wiem dlaczego wcześniej nie zwróciłam na to tak szczególnej uwagi. Pewnie dlatego, że do tej pory nie zaprzątałam sobie głowy codzienną krzątaniną po domu. Zapomniałam o odkurzaniu i myciu podłóg, a chodzenie w butach po domu odbierałam jako typowy akcent zachodnich kultur. Wygodny i leniwy tym samym. Przy pierwszych próbach zdejmowania obuwia zaraz po wejściu do domu spotkałam się z głośnym sprzeciwem, że jak to tak?! Bez butów? Po domu? Nie, nie i jeszcze raz nie! Faktycznie przywykłam do ładowania się w szpilkach czy sneakersach do czyjegoś domu. Stało się to normalnym hiszpańskim przyzwyczajeniem. Do czasu... Do czasu, gdy wprowadziłam się do mojego pierwszego mieszkania w Katalonii. Moje polskie przyzwyczajenia stanowczo zaprotestowały! Cała Hiszpania może nadal paradować w butach po pokojach, ale nie w moim domu. Basta! Kropka!   


2.     Czuj się jak u siebie w domu


       Ta zasada w Hiszpanii działa wyjątkowo odważnie. Czuj się jak u siebie w domu oznacza dosłownie JAK U SIEBIE W DOMU. Jak wygląda to w praktyce? Możesz rozłożyć się wygodnie na kanapie i nie przejmować się zasadami savoir vivre. Z pewnością siebie możesz zarzucić nogi na stojące obok krzesło czy uciąć sobie drzemkę. Spragniona? Głodna? Przecież wiesz, gdzie jest kuchnia! Nie krępuj się! Bierz co chcesz! Czuj się jak u siebie w domu! Tylko dla mnie to delikatnie krępujące. Przecież nie mogę zjeść tym biednym ludziom całego opakowania czekoladek lub rozłożyć swojego dwumetrowego ciała na kanapie, nie pozostawiając przy tym miejsca dla innych gości. Eh... To nie takie łatwe Jak u siebie w domu... 





3.     W czasie deszczu dzieci się nudzą


       Otóż dzieci tutaj się nie nudzą! Deszcz nie pada! Podczas mojego prawie dwumiesięcznego pobytu w Hiszpanii padało zaledwie kilka razy. Moje ciało zaczęło tęsknić za deszczową aurą, za chłodnymi wieczorami, gdy krople deszczu stukają o szyby w oknie, a ja z przyjemnością zanurzam się w objęciach swetra i koca. Takie rzeczy nie dzieją się w Hiszpanii! A przynajmniej nie aż tak często. Z delikatnym przekąsem stwierdzam, że tutejsza pogoda jest bardzo monotonna. Słońce, błękitne niebo i ciepło. Oh! Co za nuda! Piszę dla Was ten post w drugiej połowie września, siedząc na kanapie w luźnym t-shircie i  szortach jeansowych. Nadal cieszę się wygodą sandałków i ani mi się śni wychodzić z domu bez okularów przeciwsłonecznych. Raj na ziemi! Tylko gdyby tak deszcz odwiedzał nas trochę częściej, zrosił uschłe rośliny, nawilżył trawniki i pobudził do życia. 


4.     Kraj winem płynący


       Gdybyście zobaczyli moją zdziwioną minę w restauracji, gdy w hiszpańskim menu wyczytałam, że cena gazowanej wody jest wyższa niż wino! Szok i niedowierzanie! Bo jak to tak? Nic tylko sączyć wino wieczorami przy romantycznej muzyce i zachodzie słońca, pozwalać sobie na wino do obiadu i na imprezach. Jako osoba, która od zawsze z alkoholi wybiera najczęściej wino, nie mogłam trafić lepiej niż mieszkając w Hiszpanii! Wasze zdrowie! Brakuje tylko w moim nowym mieszkaniu lampek właśnie do wina. O ironio!






5.     Brawa dla kierowców


       Za cierpliwość i za uśmiech, za pomachanie mi i dodanie pewności siebie za kółkiem. Wielkie brawa dla hiszpańskich kierowców! Gdy ociągam się na skrzyżowaniach lub wielkich rondach, nie trąbią na mnie wściekle popędzając i niepotrzebnie stresując. Gdy rozglądam się za danym adresem i stoję na środku drogi, nie słyszę żadnych wyzwisk i nadużytych słów na K. Kultura, cierpliwość i sielanka. Kochani, słoneczni Hiszpanie. Nigdzie się nie śpieszą, nie złoszczą, nie popędzają. Jak cudownie! Tylko na miłość boską, mogliby włączać kierunkowskazy!    

 

6.     Życie jak w Madrycie


     Luksusowe ville, ekskluzywne apartamenty, czy prywatne domki i wspólnoty mieszkaniowe, dla większości Hiszpanów basen w ogrodzie to coś oczywistego. Przechadzając się między uliczkami przyznaję się do częstego zapuszczania żurawia na posesje sąsiadów, praktycznie zawsze na ścianach domów tańczą jasnoniebieskie smugi światła, odbijane przez kołyszącą się wodę w basenie. Przy wysokich temperaturach muszę się mocno zapierać, aby przypadkiem nie wskoczyć do jednego z nich.   

     

7.     Wakacje rzecz święta


       I nie ma zmiłuj się, że musisz coś załatwić, że terminy gonią i nie możesz czekać. Dla Hiszpanów wakacje to rzecz święta. Wyjątkowo upodobali sobie sierpień, wtedy wszyscy zwalniają, wiele instytucji jest zamkniętych lub pracują tylko w godzinach porannych. Każdy na wakacjach, bo wiadomo – należy się! Jak na złość popsuł mi się samochód. W sierpniu! Wielką komplikacją okazało się znaleźć mechanika, który nie wywinie się pod przykrywką wakacji. Po wykonaniu kilku telefonów dostałam wiele zaproszeń na wrzesień, a w sierpniu musiałam radzić sobie bez auta. Hiszpańskie zasady! Wakacje rzecz święta!

 

8.     Angielskie doświadczenia


      Gdy już mowa o wakacjach, wypadałoby wspomnieć, że wielu Hiszpanów na wakacje wybiera się... do Hiszpanii! Nie ma się czemu dziwić, kraj jest tak bogaty w oferty turystyczne, że nie sposób nie skorzystać. Góry, morze, pustynie, wyspy i tropikalny klimat. Raj na ziemi! W związku z tym Hiszpanie nie kwapią się do nauki języka angielskiego. Nie mają tej dziwnej presji, że „bez angielskiego ani rusz!” Oni ruszają się świetnie, z wielką dumą, że ich rodowity język jest jednym z najpopularniejszych języków świata. Z pewnością będą mogli dogadać się ze wszystkimi. Ot, hiszpańska natura, przez którą cierpię ja. Zmuszona łamać sobie język moim początkującym hiszpańskim.





9.     Przemyśle kosmetyczny! Gdzie jesteś?


       Gdy zapasy moich polskich ulubionych kosmetyków powoli dobiegały końca, spokojnie zaczęłam rozglądać się za hiszpańskimi zamiennikami. Już czułam nutkę ekscytacji na myśl o testowaniu nowych kosmetyków. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że Hiszpania pozostawia wiele do życzenia, jeśli chodzi o przemysł kosmetyczny. Półki uginają się od drogich kremów ekskluzywnych marek lub wręcz przeciwnie... balsamy, żele do mycia twarzy itd z przerażającym składem! Gdzie podziało się moje kochane naturalne Sylveco? Vianek? Kosmetyki, które dbają o moją skórę, a tym samym i portfel? Pomocy!


10.Bagietka, bagietka i jeszcze raz bagietka!


       Nieważne, czy na stole króluje pasta, sałatka czy owoce morza, bagietka zdaje się pełnić najważniejszą rolę. Hiszpanie nie wyobrażają sobie ucztowania bez bagietki. Na początku sama dziwiłam się tym przyzwyczajeniom. Po co kroić chleb, jeśli na obiad jest spaghetti? Po dłuższym czasie w Katalonii sama łapię się na tym, że zwyczajnie sięgam po bagietkę. Chrupiąca, świeża, idealna z sosem,olejem i pieprzem. Rozpływa się w ustach! Trzeba ją jeść! Koniec, kropka.




       Hiszpania z pewnością ma jeszcze wiele fascynujących faktów, które z wielką ekscytacją pragnę odkrywać przez kolejne miesiące. Chcecie poznawać ten kraj razem ze mną? Zostańcie na Paulina G Lifestyle i koniecznie dajcie łapkę w górę na fanpage’u, aby być na bieżąco.



Ściskam mocno,

Wasza Paulina G Lifestyle