24.07.2017

Jak wygląda Polska w oczach podróżniczki?




       Niespełna tydzień temu koła mojego samolotu dotknęły polskiego lądu. Po raz setny wylądowałam w Polsce, „wracając do domu”. Ludzie zdejmujący bagaże z półek na pokładzie zdawali się być odprężeni i wreszcie na swoim miejscu. Nagle stali się rozmowni, z ciekawością zaglądali w ekrany smartphon’ów innych pasażerów i zyskali odwagę do komentowania, zarządzania i narzekania na wszystko dookoła. Ktoś za szybko wstał, ta młoda ma za duży bagaż, a kolejny tamuje ruch. Pogoda oczywiście do bani, ale jak fajnie, że w domu. No, super.

      Kolejne dni umykały mi pomiędzy wylewnymi powitaniami, spotkaniami z najbliższymi i zwyczajną aklimatyzacją. Pojawił się szereg komentarzy i pytań typu: „Wreszcie w domu!”, zaintrygowani sąsiedzi martwili się moim losem, dociekając: „Po co Ty tak daleko w świat uciekłaś? W Polsce źle Ci? A nie boisz się tam? Teraz tyle na świecie się dzieje!” A no dzieje się! I właśnie dlatego podróżuję! Z głodu poznawania świata! Z ciekawości do innej kultury i tradycji! Z podniecającej gęsiej skórki po wylądowaniu w nowych zakątkach kuli ziemskiej, a piękno świata bezustannie proponuje coraz to nowe, nieodkryte miejsca! Jak tu siedzieć w domu? W Polsce? W jednym miejscu? Niemożliwe!

       Zdałam sobie sprawę, że zupełnie niechcący stałam się emigrantką. Z tego też powodu patrzę na Polskę z zupełnie innej perspektywy, z perspektywy podróżniczki. Nigdy nie przypuszczałam, że zaprzyjaźnię się z określeniem Obywatelki Świata, ale z miesiąca na miesiąc coraz bardziej mi ono odpowiada.





Jak wygląda Polska w oczach podróżniczki?


       Pisałam już o tym, jak widzą Polaków obcokrajowcy oraz o postrzeganiu Europejek przez Azjatki. Dzisiaj przyszła kolej na moje własne spostrzeżenia odnośnie Polski. Jesteście ciekawi? Zapraszam! 

1.     Natura 

       Będąc za granicą za niczym nie tęsknię tak bardzo, jak za bujnymi zielonymi lasami oraz zapachem natury. Bezkres pól i łąk zalanych zbożem, trawą i innymi uprawami przyprawia mnie o nieopisany zawrót głowy. Rower, błękit nieba i odprężająca cisza. W Polsce nadal jest mnóstwo miejsc, w których zwyczajnie można pobyć na łonie natury, poczytać książkę w ciszy lub spacerować wdychając świeże powietrze. W większości krajów zagranicznych takie miejsca to istne utopie, które można zliczyć na palcu u jednej ręki.

2.     Cywilizacja


       Skłamię, jeśli powiem, że Polska nie jest rozwiniętym krajem. Coraz częściej zauważa się świetne inwestycje, rozwój gospodarki, infrastruktury, a nawet temat rozrywek i atrakcji staje się coraz bardziej popularny. Jakkolwiek w porównaniu do zagranicznych aglomeracji miejskich nasza kochana Warszawa zdaję się być malutką, uroczą mieściną. Po powrocie z miast takich jak Seul,a nawet Paryż zastanawiam się, skąd też narzekania ludzi na tłok i hałasy w stolicy, na życie w biegu i korki. Uwierzcie mi, że korki w Warszawie są naprawdę fantastyczne, a metro wybornie komfortowe!




3.     Jedzenie


       Punkt, nad którym ubolewam od zawsze. Polskie jedzenie jest najlepsze! I wcale nie chodzi tutaj o moje przyzwyczajenia i smaki z dzieciństwa, które jak wiadomo zawsze są najbliższe. Oryginalność, bogata tradycja, a także różnorodność posiłków sprawia, że bezustannie zastanawiam się, dlaczego jest tak mało polskich restauracji za granicą?! Włosi przyrządzają świetne makarony, a Hiszpanie owoce morza, jednak to wszystko nie umywa się w porównaniu do polskich dzieł! Starannie wyrzeźbione pierożki, zupy, schabowe,a desery?! Palce lizać! Wymieniać można w nieskończoność, a za granicą cisza!




4.     Ludzie


       Wojowników od razu uprzedzam – nie generalizuję, nie wrzucam ludzi do jednego worka. Piszę jedynie o własnych doświadczeniach, ale... no własnie, jest tutaj małe ALE. Polska, to kraj, w którym spotkałam największą liczbę pesymistów i to jest przerażające! Zawsze znajduje się powód do narzekania, strach przed rozwojem, czy ucieczka od spełniania marzeń. Ze smutkiem przyznaję-  zdarza się, że czasem te czarne chmury przytłaczają również i mnie. Dlatego apeluję: Więcej uśmiechu i wiary! O tym, jak odnaleźć odrobinę słońca w miejscu, gdzie na pozór jest to niemożliwe, zapraszam -> tutaj.


5.     Czystość


       Zachwyca mnie za każdym razem, gdy odwiedzam Polskę! Czyste ulice, rzeki i dość świeże powietrze. Raj! Bowiem Paryż lub większość miast Azji jest zanieczyszczona tak, że nie da się oddychać. Dosłownie! Do tej pory z obrzydzeniem wspominam czasy, kiedy mieszkałam w Dżakarcie (stolicy Indonezji), a po kilkuminutowej przechadzce ulicami miasta mój nos gromadził w sobie czarne dymki, brudki i pyłki. Paryż też nie pozostawia wiele do życzenia. Duszące zapaszki w metro, zalegające sterty śmieci czy obozowiska bezdomnych.





6.     Kapsuła czasu


       Powrót do Polski to trochę jak urocza wycieczka w czasie. Z tłocznego metra z kilkunastoma liniami przesiadam się do warszawskiego, gdzie nie idzie się zgubić. Koła uroczych żółto-czerwonych tramwajów toczą się ociężale po zardzewiałych torach, a pociągi skrzypią ostrzegająco na każdym zakręcie. Kocham ten klimat!  




7.     Swojskość

  
   Nic nie uspokaja mnie tak bardzo jak znajome, polskie dźwięki i zapachy. Odgłos kosiarki, dobiegający zza okna o siódmej rano, szczekające psy w ogrodach, cichy szmer aut i śpiew ptaków, słyszalny nawet w wielkich miastach. Uwielbiam taki spokój. Obserwuję starsze panie, taszczące swoje torby z zakupami, podsłuchuję rozmowy sprzedawczyni w sklepie i wtapiam się w polską codzienność. W końcu to dla mnie niebywałe rozumieć dosłownie wszystko, co dzieje się dookoła mnie! Nazwy ulic, opisy produktów czy reklamy dopadają mnie z każdej strony, chcąc nie chcąc rozumiem zaciekłe dyskusje sąsiadów czy nastolatek w pociągach. Wdycham znajome zapachy i wspominam odgłosy, które wyjątkowo zapadają głęboko w sercu. Fajnie jest znów być w Polsce.



A jak wygląda Polska w Twoich oczach? Chętnie poznam Twoją opinię!




15.07.2017

Związek na odległość – czy to się uda?




       Takie pytanie zadawałam sobie ponad cztery lata temu, siedząc na murku ogradzającym tajwańskie przedszkole. Była szósta rano, właśnie wracaliśmy ze znajomymi z imprezy. Słońce parzyło już niemiłosiernie, a temperatura przekraczała trzydzieści stopni. Natura życia na Tajwanie, nieważne czy dzień, czy noc temperatury w żadnym wypadku nie spadają. On przyjechał na longboardzie w swoich szerokich krótkich spodenkach, luźnej koszulce i czapce z daszkiem. Uśmiechał się do mnie już z daleka, a wyraz jego oczu mówił, że już za chwilę wydarzy się coś, co odmieni nasze życie.

       Słońce wznosiło się coraz wyżej, mocno grzejąc moje ramiona, Tajwańczycy zaczynali swój weekendowy poranek. Większość z nich spacerowała leniwym krokiem, osoby w podeszłym wieku ciągnęły torby na kółkach, aby zaraz wypchać je po brzegi świeżymi warzywami i owocami, kupionymi na pobliskim targu. Mężczyźni przeważnie ubrani na luzaka, jakgdyby niedawno co wyskoczyli z łóżek. Rozciągnięte koszulki, dresy i klapki. W takim stroju udawali się na poranną medytację w Parku Daan, jednym z największych rajów stolicy Tajwanu. Z oddali dobiegał mnie dźwięk dzwonka, witającego nowych klientów w sklepie 7eleven. Kot leniwie przeciągał się na trawie tuż obok mnie, a mury szkolne zionęły pustką. Była sobota. Taki Tajwan pokochałam... ale do rzeczy!





Klamka zapadła!


       Właśnie wtedy siódmego lipca o godzinie 7 rano oboje zdecydowaliśmy się otwierać wszystkie możliwe okna, nawet gdy drzwi zdawały się być dla nas zamknięte. Zdecydowaliśmy się na najtrudniejszy związek świata. Z odmienną religią, kulturą i językiem. Zdecydowaliśmy się na związek na odległość i chociaż jeszcze wtedy o tym nie wiedziałam, to postawiłam swój pierwszy krok ku prawdziwej miłości i magicznym momentom, ale także hektolitrom łez wylanych podczas tysiąca kilometrów rozłąki. Klamka zapadła!  Jako 17-latka i 19-latek zdecydowaliśmy się na związek na odległość. Wszystko co mieliśmy przed sobą to dwa miesiące na Tajwanie. Całą teraźniejszość i przyszłość zarazem, zamkniętą na jednej małej wyspie.

Co dalej?


       Dalej przyszły momenty porażek i tęsknoty. Wylanych łez i niekończących się pożegnań. Telefon stał się moim najbliższym przyjacielem, a niemożność połączenia się z internetem była tragedią i końcem świata. Mojego świata, który zmienił się o 180 stopni. Bilety lotnicze kupowane z dużym wyprzedzeniem, niecierpliwe skreślanie dni w kalendarzu i zegarek, którego nikt z otaczających mnie ludzi nie rozumiał. Bowiem z moim ukochanym dzieliło nas prawie 12 000 km, inny kontynent i 8 godzin różnicy. Kiedy kończyłam swój dzień, On prawie witał kolejny, a gdy ja jadłam śniadanie on gotował kolacje. Dwa różne światy. Zarywaliśmy noce, aby móc porozmawiać, przemierzaliśmy oceany, aby móc spędzić ze sobą chociaż tydzień, oglądaliśmy razem filmy, a czasem nawet organizowaliśmy romantyczne kolacje lub randki przez skype lub wechat.

       Bywały dni, kiedy załamywałam ręce. Kiedy nie wierzyłam we wspólną przyszłość, a tęsknota i bezsilność zwyczajnie przełamywała mnie na pół. Bywały momenty zwątpienia, poddania się i próby ponownego sklejania. Gdy po wspólnie spędzonych dniach musiałam odprowadzić go na autobus, jadący na lotnisko. Po raz kolejny widziałam jego oddalającą się sylwetkę, cień znikającego wśród ulicznych pojazdów. Pierwsza minuta otępienia, pustki. Zaciśnięte zęby i myśl „oby tym razem nie płakać, niedługo znów się zobaczymy.” Wtedy ciągle plątało mi się w głowie pytanie Czy związek na odległość jest możliwy?





Rocznica

      
       Tego roku, szczęśliwego siódmego lipca minęły cztery lata. Mamy się dobrze, wręcz fantastycznie. Obecnie planujemy tak, aby spędzić razem jak najwięcej dni, a czasem nawet zamieszkujemy razem w czeluściach Azji. Nadal jesteśmy w związku na odległość. Nadal w nasze losy wpisane są samoloty, kalendarze i oddalające się sylwetki na lotnisku. Nadal kochamy się tak romantyczną miłością jak na początku, mimo że nie zawsze jest bajkowo. Mamy chwile załamania i złości. Chwile, gdy jesteśmy zwyczajnie zmęczeni rozłąką i nie marzymy o niczym tak bardzo, jak leniwych wieczorów na kanapie i niekończących się rozmów, głębokich spojrzeń i zatrzymaniu wskazówek zegara.

       W tym miesiącu spędziliśmy nasze święto w Paryżu. J przyleciał do mnie zaledwie na 3 dni. Zjedliśmy kolację w typowej włoskiej restauracji. Sączyliśmy wino przy wtórze głośnych rozmów i romantycznej muzyce. Zachód słońca podziwialiśmy z ogromnego młyna tuż przy ogrodach Tuileries. Wieża Eiffla zdawała się uśmiechać do nas i wiwatować w ten szczególny dzień. Jedliśmy watę cukrową, śmialiśmy się do łez, a do hotelu wracaliśmy wzdłuż rzeki Sekwany, trzymając się za ręce i napawając się swoją obecnością. Momenty. Pojedyncze chwile, w których wstrzymuje się oddech. Świadomość, że z nikim innym nie jest tak magicznie. Zrozumienie. Jedność. Mogłabym wymieniać tak bez końca, ale przez kolejne lata chcę odkrywać jeszcze więcej i tego doświadczać.





      Gdy ktoś pyta mnie Czy związek na odległość istnieje, odpowiadam, że związek może zaistnieć, ale niekoniecznie przeżyć. Potrzeba łopaty do zakopania dumy, tony cierpliwości, mapy do odnajdywania sensu i prawdziwej miłości, która przemierzy oceany. Niezbędna jest elastyczność i idealne zgranie się, a najważniejszy w tym wszystkim jest cel podróży, którym jest sprowadzenie związku do tego klasycznego, tradycyjnego. Tego z parzeniem kawy rano, rzucaniem talerzy i całowaniu się na dobranoc. Bo czy jest coś piękniejszego niż bycie Razem?  


       A Wy? Czy ktoś z Was był/ jest w związku na odległość? A może chcielibyście poznać sposoby na to, jak radzić sobie w takich związkach? Ciekawa jestem jakie macie zdanie na ten temat, więc koniecznie dajcie znać w komentarzach.



Słonecznej soboty!    



11.07.2017

Co warto wiedzieć przed przyjazdem do Paryża? - Ciekawostki z życia wzięte




       Niespełna dwa miesiące temu z wielkim bagażem przyleciałam do Paryża. Ze znakiem zapytania, mieszanką uczuć i podekscytowaniem na samą myśl o nadchodzących tygodniach stolicy mody. O moich pierwszych perypetiach możecie poczytać w artykule Moje pierwsze 24h w Paryżu. Dzisiaj podzielę się z Wami ciekawostkami, które nie umkną oczom bacznych obserwatorów. Jeśli już niedługo wybierasz się na wakacje do Paryża lub zwyczajnie chcesz dowiedzieć się więcej o życiu w Paryżu, zapraszam do dalszego czytania!





1.     Francuzi nie chcą mówić po angielsku. Potrafią, ale nie chcą.

Nie zraź się, gdy już od pierwszych chwil w Paryżu będzie wymagana od Ciebie znajomość języka francuskiego. Mieszkańcy wyjątkowo cenią sobie swój rodowity język i za wszelką cenę starają się go utrzymać. W wielu korporacjach po kilka razy próbują mówić po francusku, a jeśli to naprawdę nie działa wtedy płynnie przerzucają się na język angielski. Nawet w mojej agencji, gdzie z reguły większość dziewczyn jest przyjezdna pracownicy uwielbiają witać nas słynnym: „Bonjour! Ca va?” 


2.     Akcent Francuza.

A gdy już będziesz mieć szczęście i trafi Ci się Francuz mówiący po angielsku uważaj! Bowiem jego akcent nadal zostanie francuski. Śmiejemy się, że mieszkańcy Francji mówią w języku Frenglish, ponieważ uporczywie zatrzymują swój akcent. Brzmią przezabawnie ze swoim ghhhh w wersji angielskiej. Czasem naprawdę ciężko jest ich zrozumieć.


3.     Zróżnicowanie

Przygotuj się na totalną mieszankę. Paryż jest jednym z najbardziej zróżnicowanych kulturowo miast! Czasem mam wrażenie, że jest tutaj więcej ludzi czarnoskórych niż białych. Są specjalnie wydzielone dzielnice i klimaty Chin, Indii, Turcji, Arabii czy Afryki to żadne zaskoczenie. Wiele razy odkrywając Paryż napotykałam na swojej drodze zupełnie odmienne dzielnice!  Co najciekawsze wielu z nich jest obywatelem Francji, gdyż zwyczajnie urodzili się tutaj. Przeuroczy widok koreańskiej dziewczyny, która zdecydowanie lepiej włada językiem francuskim, niż koreańskim.





4.     Kulisy Paryża

Jak w każdym wielkim i zaludnionym mieście nasze nozdrza mogą drażnić różnorodne zapaszki. Stacje kolejowe i metro to najczęstsze miejsca, gdy czasem zwyczajnie trzeba wstrzymać oddech. Przygotuj się na to, bo nie jest kolorowo zwłaszcza latem!


5.     Problem bezdomnych

Każdego dnia serce mi pęka, gdy widzę bezdomne rodziny mieszkające na ulicach. Niemowlęta w ramionach matek, proszących o jedzenie, małe dzieci, trzymające w dłoniach plastikowy kubek, a w nim kilka centów. Tekturowe tabliczki z napisem: „Jestem głodny” „Nie mam domu”. Krajobraz Paryża smuci mnie za każdym razem. Istnieje również ta bardziej agresywna strona bezdomnych, którzy awanturują się, zaczepiają ludzi lub zwyczajnie prowadzą zawziętą konwersację z samym sobą. Zapewniam, że nie widziałam tylu zwariowanych ludzi jak w Paryżu. Mężczyzna z wytresowanym szczurem, kobieta kręcąca się w kółko i krzycząca niezrozumiałe słowa, nastolatek z obłąkanym spojrzeniem i rozdziawioną buzią, półnagi mężczyzna śpiący na podłodze. Odwiedzając Paryż przygotuj się również na te negatywne widoki.


6.     Nie przeliczaj cen za polskie złote

Dla własnego dobra, błagam, nie rób tego! W przeciwnym razie okaże się, że za najtańszą butelkę wody płacisz prawie 2 zł, a za podstawowe menu w restauracji pozbywasz się z kieszeni ponad 40 zł. Życie w Paryżu nauczyło mnie zwyczajnie nie zastanawiać się ile dany produkt kosztowałby w Polsce. Przygotuj gotówkę i potraktuj to jako nową przygodę, wakacje i świetną inwestycję w samorozwój. Baw się dobrze!


7.     Magia zielonego światła

W Paryżu dowiesz się również, że czerwone światło wcale nie oznacza, że nie możesz przejść przez ulice. Jeśli będziesz podążać za tłumem istnieje prawdopodobieństwo, że to auta będą zmuszone zatrzymać się bez żadnych praw do używania klaksonu. Bowiem w mieście piesi chodzą jak tzw. święte krowy. Można im wszystko. A przynajmniej tak uważają.





8.     Biada łasuchom

Świeże croissanty, chrupiące bagietki, tarteletki, desery... Oh! Raj dla miłośników słodyczy i pokusa każdego dnia. Jeśli przyjeżdżasz do Paryża na wakacje to kompletnie zapomnij o kaloriach, diecie i sylwetce! Wykreśl to ze swojego słownika na kilka dni, na tydzień, na cały pobyt i zwyczajnie upajaj się błogim smakom. Oprócz słynnego wina i serów Francja słynie z przepysznych deserów!


9.     Komizm bagietek

Wspominając o jedzeniu nie mogę pominąć zabawnego faktu, jakim jest obserwowanie Francuzów, spacerujących z bagietką pod pachą. Ranek, południe czy późny wieczór... nie ma znaczenia! Na ulicy zawsze znajdzie się ktoś wędrujący dumnie z podłużnym chlebem pod pachą. Doprawdy nie rozumiem dlaczego nie pakują tego w torbę, nie trzymają w inny sposób niż pod pachą. To takie francuskie!





10.Zagadka noclegów

Noclegi w Paryżu są przeraźliwie drogie. Co gorsza płaci się słone pieniądze za pokoik mikroskopijnych rozmiarów w starym budynku, który pozostawia wiele do życzenia. Jakkolwiek nieodpowiedzialnie to brzmi mam dla Was radę. Rezerwujcie hotele kilka dni przed przylotem. Ceny wtedy znacznie spadają, ponieważ z dwojga złego hotel woli wynająć pokoje za znacznie niższą cenę niż pozostawić pokój pusty. Kilka razy zaryzykowałam i faktycznie działa! Udało mi się upolować noclegi o prawie 400 zł mniej!


11.Faworyzowanie pralni samoobsługowych

W dwóch mieszkaniach, w jakich przyszło mi mieszkać w Paryżu nie było pralki. Nie dlatego, że za drogo. Nie dlatego,że pewnie modelki popsułyby biedną maszynę. Nie. Paryżanie nie tylko ubierają się w wielkim stylu. Również w wielkim stylu piorą swoje ubrania. Pralnie samoobsługowe są czymś zupełnie normalnym. Otwarte są 7 dni w tygodniu do godziny 22 lub 23. Widok ludzi biegających z torbami pełnymi mokrych ubrań czy wypychających walizki z pralni to coś zupełnie normalnego. Sama urządzam takie wycieczki raz w tygodniu, głęboko nad tym ubolewając i wzdychając, bowiem każde pranie kosztuje mnie 16 zł. A przecież trzeba kolory posegregować, delikatne tkaniny i jeansiory. Biedota taka, że nie decyduję się na full service, czyli dodatkowe suszenie za kolejne 16 zł.





12.Muzyczna strona metro

Na częściej uczęszczanych stacjach metro można spotkać prawdziwych muzyków! Skrzypce, wiolonczela, gitara, piękny głos! Wszystkie dźwięki roznoszone są przez echo tuneli i korytarzy. Stacje metro to najlepsze miejsce dla ludzi, którzy zbierają na życie, studentów, którzy potrzebują pieniędzy na uniwersytet. Śpiewać każdy może, a repertuar metra jest zawsze intrygujący. Nieraz zatrzymywałam się, aby posłuchać piosenek lub zwyczajnie pokiwać się w rytm skocznego francuskiego disco polo. Niektóre z nagrań możecie śledzić na instastory. Ostrzegam również przed bezdomnymi, którzy chodzą od stacji do stacji z magnetofonem na kółkach, puszczając dziwne rytmy, próbując śpiewać, robiąc niepotrzebny hałas i nadstawiając kubeczek po pieniądze prosto pod Twój nos!


13.Stała kontrola i bezpieczeństwo, a może jego brak?


Czy w Paryżu jest bezpiecznie... Hmmm to pytanie na dość długą dyskusję. Jedni powiedzą, że tak inni wręcz przeciwnie. Według mnie Paryż jest miastem tak zmieszanym kulturowo, że co chwila wybuchają jakieś zamieszki, manifestacje czy nawet reprezentanci czarnej rasy czy Arabowie wszczynają kłótnie czy zwyczajne alkoholowe "imprezy". Jeśli chodzi o ataki terrorystyczne... Niespełna dwa tygodnie wydarzyło się coś niewielkiego na Polach Elizejskich, jeszcze z kolei na początku czerwca ktoś zaatakował nożem strażnika w katedrze Notre Dame. W budynkach, sklepach i stacjach jest zwiększona kontrola bezpieczeństwa, torby sprawdzane są na każdym kroku. Na ulicach widać uzbrojonych żołnierzy i służby bezpieczeństwa, co wywołuje we mnie mieszane odczucia. z Jednej strony świetnie, bo przecież żołnierze nas ochronią, ale z drugiej, czy oni naprawdę są aż tak potrzebni? Bądź co bądź szykuj się na otwieranie swojej torebki, nie buntuj się, gdy ochrona chce przeszukać Twoje bagaże itd. To tutaj norma.


14.Raczenie się alkoholem

We Francji alkohol leje się strumieniami. Oczywiście mowa o winie. W kraju dozwolone jest spożywanie alkoholu w miejscu publicznym i nie dostrzegam w związku z tym żadnych problemów. Bardzo często w weekendowe popołudnia grupy przyjaciół, czy zakochani udają się do parku z butelką wina. Zapewniam, że nie ma nic lepszego od pikniku i podziwiania zachodu słońca z lampką czerwonego napoju.





15.Zmora turystów

Nie wiem jak Wy, ale ja tłoku nie znoszę. Stronię od miejsc, w których roi się od ludzi, panuje ścisk, tłok, kolejki i ogólne zamieszanie. Zwyczajnie mnie to męczy. Jestem typem romantycznej samotniczki, dla której najwspanialszym miejscem na świecie jest zielona trawa, błękit nieba i muzyka przyrody. Pewnie dlatego nie odnajduję się w tak dużych miastach. Jakkolwiek przestrzegam Ciebie, Drogi Czytelniku! Przygotuj się na tłumy turystów, na kolejki, na hałas, tłok i korki. Uzbrój się w cierpliwość!

 


       W romantycznej i spokojnej atmosferze francuskiej kawiarenki, przegryzam croissanta i idę na przechadzkę paryskimi ulicami. Kto wie, może znajdę kolejne inspiracje. O czym chcielibyście przeczytać lub co zobaczyć w Paryżu? Dajcie znać w komentarzach!  

Ściskam,

WaszaPaulina G Lifestyle