środa, 22 marca 2017

Cadaques- tajemniczy skarb Hiszpanii



       Wreszcie zawitało słońce! Wdziera się bezczelnie do mojego pokoju zanim jeszcze otworzę oczy. Zmusza mnie do wydostania się z czeluści łóżka i stosu poduszek, razi w oczy niemiłosiernie, a sypialnia na starym  poddaszu gotuje się, błagając o otwarcie okna. Rozsuwam wielkie drzwi, prowadzące na taras i mam ochotę krzyknąć „Dzień Dobry Seul!” Promienie słońca ogrzewają twarz, włosy falujące przez wiatr łaskoczą moje ramiona, a ja w tym momencie znajduję się tysiące kilometrów od stolicy Korei Południowej. Pragnę więcej słońca!

      Pierwsze nieśmiałe kroki wiosny zainspirowały mnie do rozpoczęcia poszukiwań idealnego miejsca na wakacje. Tegoroczna zima trwa zdecydowanie  za długo, czuję to w bolących od ciężkich kurtek ramionach, tęsknotą nóg za słońcem i lekkością stóp, biegających po piasku. Marzę realistycznie, stąd też zmarznięte  na klawiaturze palce od kilku dni natykają się na strony pełne rezerwacji hoteli, rankingi miejsc i ceny lotów. Szykuję się na wakacje!

       Jednak zanim uda mi się zamknąć wszystkie kontrakty, zaplanować wolne dni i znaleźć idealne miejsce w przyzwoitej cenie, minie trochę czasu. Staram się nie zapominać, że mamy dopiero marzec, a odrobiną tropikalnych dni przyjdzie mi cieszyć się dopiero w sierpniu. Z tego właśnie powodu otwieram magiczną szufladkę z napisem Cadaques i przywołuję zapach lata.





Cadaques- tajemniczy skarb Hiszpanii



       Malownicze miasteczko na wybrzeżu Costa Brava (oddalone  o 170 km od Barcelony), najbardziej wysunięta na wschód aglomeracja Hiszpanii. Raj dla tych, którzy pragną odpocząć i uciec od tłumów turystów, kolejek oraz gwaru. Idealne miejsce na wytchnienie od cywilizacji i kontakt z naturą, bowiem Cadaques w magiczny sposób zatrzymało w sobie nutkę naturalności. Wąskie kręte uliczki, białe domki z czerwonymi dachówkami oraz pnące się dookoła kwiaty przemawiają do romantycznych zakamarków duszy. Odgłos rozbijających się o skały fal, krzyczące mewy i obserwacja życia codziennego mieszkańców zapowiada niezapomnianą przygodę!

       Droga do Cadaques prowadzi przez górzyste serpentyny, auto rzucane jest w wir szalenie ostrych zakrętów, otaczających gór, winnic i gajów oliwnych. Słońce przebija się przez bujne wachlarze drzew, a spragnione widoku oczy nie mogą doczekać się celu podróży.




       Na miejsce dotarliśmy późnym popołudniem, co jednak kompletnie nie miało znaczenia, ponieważ w miasteczku takim jak Cadaques czas nie gra roli. Życie toczy się spokojnym rytmem, dopasowanym do pogody i uczuć mieszkańców. Gdy słońce sięga zenitu, a temperatura robi się zbyt wysoka, wszyscy udają się na hiszpańską siestę, czyli popołudniową drzemkę. Miasto zastyga w bezruchu i ciszy, przerywanej szumem fal i śpiewem ptaków. W takich chwilach mam wrażenie, że jestem w stanie usłyszeć gorące promienie słońca, żwir na suchej drodze, czy bryzę muskającą moją twarz. To chyba jedyny powód, dla którego bardzo często rezygnuję z odbywania siesty.





       Wyjazd do Cadaques był spontaniczny i nie mieliśmy czasu na rezerwację hotelu, stąd też poszukiwania na miejscu były dość utrudnione. Jakkolwiek udało nam się znaleźć przytulny hostel w przyzwoitej cenie i świetnej lokalizacji. Po szybkim odświeżeniu razem z moim chłopakiem udaliśmy się na wieczorny spacer i kolację. Podziwialiśmy specyficzne domki osadzone na wzgórzach, w oczach odbijały się tańczące światła, dobiegające z restauracji, a podniebienia raczyliśmy hiszpańską kuchnią i winem. Po wybornej kolacji podążaliśmy drogą wzdłuż wybrzeża, aby dotrzeć do zacumowanych rybackich łodzi. Słuchałam uderzeń wody o burtę małych statków, niektóre z morskich kropel osiadały na twarzy i ramionach, wywołując delikatny dreszcz na moim ciele, światło Księżyca odbijało się w tańczącej wodzie. Z oddali dobiegały mnie stłumione gwary z pubów, lecz siedząc wygodnie na skale, w towarzystwie natury i ukochanego, reszta świata przestała się liczyć. Z uśmiechem na twarzy oczekiwałam kolejnego wschodu słońca.




       Nowy dzień przywitałam szybkim śniadaniem i intensywnym planowaniem. Cadaques jest piękny nocą, jednak swoją magią lśni razem z promieniami słońca. Kolejne godziny uciekały na podziwianiu malowniczych domków i krętych brukowych uliczek, między którymi z trudem mógł przecisnąć się samochód. Ludzie z błogim uśmiechem na twarzy zatrzymywali się na kawę, lody lub zwyczajnie wpatrywali się w imponujący krajobraz. Słońce odbijało się w niebieskiej tafli wody, mokre skały lśniły niczym srebro, a gorący piasek i kamienie parzyły w stopy.





       Co warto zwiedzić w Cadaques?



       Niewątpliwie nie można przegapić deptaku dla pieszych prowadzącego wzdłuż wybrzeża. Podczas gdy po jednej stronie napawamy wzrok morzem i kutrami rybackimi, po drugiej stronie znajdują się urocze knajpki i niewielkie sklepy z pamiątkami. Wszystko tak atrakcyjne, że grzechem byłoby po prostu nie poczuć tak sielskiego klimatu!

       Należy również zwrócić uwagę na łodzie rybackie, bowiem Cadaques słynie z rybołówstwa. Bajeczne kutry, oryginalne sieci i mężczyźni w tradycyjnych kapeluszach wypływających za horyzont.  W pobliżu znajduje się również Port Lligat, gdzie oprócz skarbów wędkarzy zacumowane są jachty zamożnych ludzi. Niewybaczalne jest pominięcie spróbowania świeżych owoców morza tuż nad brzegiem kamienistych plaż miasteczka!





       Dla miłośników malarstwa polecam zajrzeć do Muzeum Salvador Dali, gdzie można podziwiać odzwierciedlenie malowniczego miasteczka w dziełach wybitnego malarza. 

        Totalne must to do w Cadaques to zgubić się! Zostawić w tyle zmartwienia i troski, zapomnieć o pędzącym świecie, nieustającej presji i obowiązkach. Zarzucić mały, turystyczny plecak na ramiona i iść przed siebie wzdłuż wybrzeża. Zatrzymywać się co chwila, oglądając kolorowe bransoletki i dzieła malarzy oprawione w złote ramy, wsłuchiwać się w krzyk mew i odkrywać kręte uliczki, prowadzące ku romantycznym uniesieniom.   




    
       Cadaques nie podaruje Ci pełnych plaż, wypasionych atrakcji turystycznych, czy typowego hiszpańskiego klimatu wakacji, które oferują biura podróżnicze. To wyjątkowe miasteczko przeniesie Cię w czasie, odizoluje od hałasu i tłumów, zapewni Ci niezapomniane widoki, o których będziesz wspominał kolejne lata.




       Zupełnie tak jak ja, siedząc obecnie w Korei Południowej, zamykam oczy i wracam do słonecznego Cadaques. Gdzie czas płynie wolniej, białe domki z niebieskimi okiennicami odbijają się w błękicie wody, a skały skrzą w promieniach słońca. Wracam do malowniczego miasteczka, gdzie słynny malarz Salvador Dali znalazł swoją muzę, a ja odnalazłam spokój wewnętrzny.

       Jeśli jesteś zainteresowana odkryciem hiszpańskiego skarbu, śmiało skontaktuj się ze mną (poprzez Fanpage Paulina G Lifestyle), z przyjemnością pomogę Ci w organizacji podróży!


Ściskam!    


sobota, 18 marca 2017

Kuchnia azjatycka




       Podniebienia szaleją, zmysły kompletnie tracą panowanie, a smaki zabijają się w kolejce o miano najlepszych. Szerokie menu w restauracjach i tłumy ludzi na ulicznych jarmarkach, każdy zajada się przysmakami, fotografuje i zdaje relacje innym. Nie ma osoby, która nie próbowała chociaż jednego dania, a restauracje coraz częściej otwierane są w Europie. Mowa o aferze jaką zgotował Daleki Wschód. Nie od dziś wiadomo, że kuchnia azjatycka cieszy się wielką popularnością ze względu na zdrowie, apetyczny wygląd, smak, a także dość atrakcyjne ceny.

      Do napisania tego postu zainspirowała mnie jedna z Czytelniczek Panna Marple, a że od kilku lat jestem mieszkanką Azji pozwoliłam sobie rozgościć się w tym temacie. Jakkolwiek już na samym początku zaznaczam, że podczas mojego życia w Azji przeważnie gotuję sama w domu lub staram się o wyszukiwanie potraw zbliżonych do europejskich. Na moim talerzu goszczą nudne sałatki, monotonne warzywa, kurczaczki i ryż, oczywiście dużo ryżu. Witamy w Azji! Czy rzeczywiście...?





       Kuchnia azjatycka jest zbyt obszerna, aby można było zamknąć ją w jednej szufladzie, dlatego też opowiem o własnych doświadczeniach zdobytych w 5 azjatyckich krajach, w których do tej pory pomieszkiwałam.

Co łączy azjatycką kuchnię?

  
       Niewątpliwie japońskie sushi, które dotarło do każdego kraju, różnego rodzaju makarony oraz sos sojowy stosowany praktycznie do wszystkiego. Wspólnym łącznikiem są sajgonki, owoce morza oraz słodki chleb tostowy, działający jako zamiennik ciemnego pieczywa. Skarbem są świeże soki i owoce tropikalne, które w swoim klimacie są znacznie bogatsze w smak. Obowiązkowo muszę wspomnieć o ryżu, który króluje na stole każdego Azjaty. Co ciekawsze nie jest on gotowany tutaj w saszetkach!

       Sprawdźmy co kraje proponują w swoim specjalnym menu...


       Tajwan


       Nazywam tą wyspę drugim domem, ale równie dobrze Tajwan mógłby dostać miano Wyspy miliona smaków.  Odwiedziłam ten kraj 5 razy, łącznie mieszkałam tam prawie 9 miesięcy, a tajwańska kuchnia nigdy nie rozczarowała mnie i nie zanudziła. Co więcej! Zaskakuje mnie bezustannie!

       Jednym z najbardziej popularnych bohaterów są gotowane lub smażone pierożki, nadziewane warzywami, mięsem, a nawet krewetkami. Pyszne, lekkie i tanie! Oczywiście z sosem sojowym. Tuż za pierogami stoją w kolejce noodles. Akurat w tym przypadku przyznam szczerze, że nie wiem czym zdobyły  sobie tak wielką popularność, gdyż osobiście nie widzę nic specjalnego w zupie z makaronem, wołowiną, szczypiorem itp. Jakkolwiek z własnego doświadczenia wiem, że jeśli Tajwańczyk gotuje z miłością to i zwyczajne noodles mogą okazać się niezwykłym rajem dla podniebienia. Chwała im za minimalne odstąpienie od ryżu, chociaż menu zbliża się w kierunku lunch box, czyli tradycyjnym pudełkiem z obiadem na wynos. Zazwyczaj jest to kulka ryżu z kurczakiem, jajkiem i warzywami. Czasem można znaleźć również kiełbaskę czy popularne tofu

Tajwańskie pierogi. Jedne z najlepszych,jakie jadłam.



Tradycyjne noodles


Klasyczny lunch box z kurczakiem, warzywami i ryżem


       Życie w stolicy Tajwanu zaczyna się nocą, gdy temperatura spada do ok. 30 stopni. Mieszkańcy z wielką ulgą udają się do pubów, aby napić się herbaty z lodem lub bubble tea, czyli różnorodnych kombinacji herbat i owoców z kulkami tapioki. Natomiast puste brzuchy wołają Night Market, bowiem jest to królestwo dla miłośników jedzenia. Owoce morza obtaczane w cieście, grillowane mięso, warzywa i świeże ryby, smażone filety z kurczaka z orientalnymi przyprawami... Nie sposób wymienić wszystkiego!

Grillowane tofu

Uliczny market, gdzie można kupić grillowane mięso i typowe lokalne jedzenie


      Dla łasuchów słodyczy znajdzie się oddzielna alejka z wypiekanymi ciasteczkami. Kształtne rybki, motory, czy gwiazdki, nadziewanymi budyniem, słodką czerwoną fasolą lub masą ananasową. Słynne baozi, które przypominają mi polskie parowańce oraz naleśniki z lodami lub w wersji słonej z bazylią i szynką. W zdrowej wersji cukru Tajwan to istny raj owocowy. Tanie, świeże i szeroka gama wyboru.

Świeże soki z owoców

Tajwańskie bubble tea. Po lewej stronie herbata z mlekiem, a po prawej passion fruit. Obie z kulkami tapioki



       Tajwańczycy przejęli również trend i powstało wiele restauracji Shabu Shabu- typowe miejsca, gdzie klienci gotują swoje dania, mięso, warzywa i co tylko dusza zapragnie.

       Na zakończenie tajwańskiej kuchni zaskakujące brązowe jajko. Nie, nie jest ono popsute. Otacza je sos sojowy z leczniczymi ziołami. Mimo okropnego wyglądu smakuje naprawdę świetnie.

       Po działających śliniankach i burczącym brzuchu, mimo zjedzonej niedawno kolacji, zdaję sobie sprawę, że czas najwyższy przejść do kuchni kolejnego kraju. Bowiem o Tajwanie mogłabym opowiadać godzinami, marzyć, wspominać i prawdopodobnie planować kolejną podróż.

       Zabieram Was dalej!


      Malezja


       Kraj wiecznego słońca, stąd też od setek lat wielkie uznanie zdobywa czarna mrożona herbata z limonką i cukrem. Orzeźwia, pobudza i gasi pragnienie podczas bezustannych upałów.

       Na mojej prywatnej liście najlepszych potraw z Kuala Lumpur znajduje się smażony kurczak w sosie kawowo- sezamowym. Typowym malezyjskim daniem jest smażony lub gotowany ryż z odrobiną warzyw i kurczakiem. W całym daniu główną rolę odgrywa mięso w różnych wariacjach smakowych.  Jedyny kraj, w którym próbowałam tak wielu kombinacji! Mimo, że głównie rządzi tu nielubiane przeze mnie curry z łatwością mogłam znaleźć odpowiadające mi przyprawy. Kalmary w delikatnym ziołowym cieście lub nasi lemak- ryż gotowany w śmietanie kokosowej, przyprawiany trawą cytrynową i imbirem.

Nasi lemak podane na liściu bananowca z mrożoną herbatą


       Moje przygody kulinarne w Malezji kojarzą się z banana leaf. Nie jest to danie, a jedynie sposób serwowania. Uśmiecham się ma myśl o wachlującym przede mną liściu bananowca oraz zapachu ciepłego posiłku podanego właśnie na tym liściu. Niewątpliwie dodawał on letniego klimatu i momentalnie przenosił mnie na plaże nawet w najbardziej zatłoczonych restauracjach stolicy. 

       Do podjadania w tym kraju kuszą papadam (nasze prażynki) maczane w różnych sosach. Bardzo często podawane są one przed przygotowaniem posiłku jako przystawka. Czymś podobnym jest Roti Canai- bohater z rodziny naleśników, jednak lubi wirować na dłoniach kucharzy niczym pizza, podawany na słodko lub słono... również z sosami. Jak widać Malezyjczycy uwielbiają grę z sosami.




       Na ostatniej pozycji znajduje się durian jeden z największych i najbardziej śmierdzących owoców świata. Ciekawość i chęć adrenaliny skusiła mnie do spróbowania tego wynalazku i powiem Wam, że było warto! Nie, nie ze względu na smak, bo po tym musiałam wypić hektolitry wody i zjeść czekoladę „na zagrychę”. Warto spróbować duriana, ponieważ jest to jeden z najbardziej popularnych owoców w Azji, nadziewa on wiele słodyczy, potraw oraz wywołuje głębokie poruszenie.

Owoc durian i ciasto nadziewane kremem z tego owocu



       Indonezja



       Mówiąc o Panu Durianie zbliżamy się do Indonezji, bo to kraj, z którego pochodzi dany śmierdziuch. Rośnie na wyspach i zdobywa sobie kolejne punkty zainteresowania.

      Kuchnia indonezyjska cieszy się dość sporą popularnością. Turyści zachwalają sobie wyśmienite nasi goreng ayam, czyli smażony ryż z dodatkiem mięsa i warzyw lub mie goreng- smażony makaron. Obie potrawy skąpane w słodkim sosie sojowym, zwanym ketjap manis. Podążając smażonym tropem przechodzimy do szaszłyków, bowiem Indonezja rości sobie prawa do urządzania grilla dosłownie wszędzie. Puby,plaże, a nawet ruchliwe ulice pełne są dymu i sate ayam- szaszłyków z kurczaka.

Mie goreng ayam - smażony makaron z kurczakiem
Nasi goreng ayam- smażony ryż z warzywami

sate- szaszłyki


      Do bardzo znanych sałatek należy gado gado- warzywa z fasolką szparagową na czele, jednak każdy kucharz koloruje danie na swój sposób. Składnik, który czyni potrawę wyjątkową to sos na bazie orzeszków ziemnych- dodawany do większości dań. Każdy, kto nie ma uczulenia na drogocenne orzechy, zapewne zakocha się w sosie Indonezji. 
 
       Na deser warto spróbować smażone banany z cukrem, które rozpływają się w ustach. Jakkolwiek ogromna dawka cukru robi swoją robotę.


Filipiny


       
       Nie jestem pewna czy zacząć od walorów kulinarnych tego kraju, czy zostawić je na koniec, ponieważ kuchnia prosto z Filipin jest dość uboga. Niedogotowane warzywa ze skórką, kurczak z kośćmi i ścięgnami oraz brak wyrazistego smaku. Dania przeważnie przypominają gulasz lub fasolki po bretońsku- całkowity miszmasz. Nigdy nie wiadomo co jest w środku, gdyż kraj ten słynie z jedzenia świń w całej okazałości (głowa, mózg, uszy) gotowane, smażone lub oczywiście grillowane.






       Menu dla odważnych balut- jajko z zarodkiem w środku. Nie jestem pewna czy którykolwiek z turystów odważył się próbować (ja nie należę do tego grona).

       Mieszkańcy głównie żywią się ryżem. Uwaga tutaj ciekawostka! Filipińczycy jedzą więcej ryżu, niż Chińczycy! Ich menu składa się głównie z białych ziarenek, podawanych na śniadanie, obiad i kolację.

       Mimo dość ubogiej kuchni Filipiny posiadają również wiele skarbów, a jest nim chociaż mango. Wieści głoszą, że owoc rosnący na wyspach jest jednym z najsłodszych mango świata i całkowicie zgadzam się z tym. Nigdzie nie jadłam tak słodkiego i soczystego mango jak w Manili! Co więcej na wyspie Boracay, należącej do Filipin piłam najpyszniejszy sok ze świeżego arbuza. Jak widać kraj ten lubuje się z owocami oraz ich słodyczą.




      Typową atrakcją na wyspach są mężczyźni wiosłujący w małych łódkach i sprzedający wodę kokosową. Wielki otwarty kokos, świeża woda i miąższ... to dopiero tropikalne klimaty!


Korea Południowa



       Tutaj będzie ostro,a to dlatego, że opowiem o kraju, w którym jestem obecnie- Korea Południowa, słynąca z pikantnej kuchni. Przyjrzyjmy się temu z bliska.

      Jednym z niejadalnych przeze mnie składników jest kimchi- sfermentowana kapusta pekińska z marchewką i chili. Dodaje się ją do większości potraw lub jako przystawkę w restauracjach. Królujące przyprawy w Korei to chili, czosnek, cebula, imbir, ocet, sezam i żeń-szeń. Dzięki temu Koreańczycy nie narzekają na przeziębienia i choroby. Zdrowa i pikantna kuchnia!

Kimchi



       Bibimbap- gorący ryż podawany z warzywami, mięsem, ostrym sosem i surowym jajkiem. Zaskakująco jedna z moich ulubionych koreańskich potraw (oczywiście zawsze proszę o brak pikantnego sosu). 

BiBimBap


       
      Kimbap- Koreańska wersja sushi tyle że bez ryby. Ryż z warzywami, awokado i krabami, owinięty w prasowane wodorosty.

Typowa zupa-gulasz



      Korea Południowa słynie z wielu zup. Połączenie warzyw, ostrych przypraw i wołowiny lub wieprzowiny to coś, co znajdzie się w każdej restauracji. Oprócz tego dania gulaszowe, zawierające sfermentowaną soje, makaron i jajka. Idealne na mroźną zimę. Natomiast wolne wieczory spędza się w pubach przy grillowanym kurczaku i piwie (ewentualnie soju- mocnym koreańskim alkoholu). Typowy barbecue evening z owocami morza, różnymi smakami kurczaka i dawką alkoholu.



Kurczak z pustym już kieliszkiem po soju...

       Odstępując odrobinę od palących język dań proponuję  parowańce z warzywami, grzybami lub słodką czerwoną fasolą. Dla ulubieńców pierogów są mandu w wersji smażonej lub gotowanej oczywiście podawane z azjatyckim sosem sojowym.






      Lista dobiega końca, chociaż jestem świadoma, że to tylko kilka wybranych przeze mnie pozycji. Azja kusi swoim orientalnym smakiem, oryginalnym połączeniem składników, interesującą propozycją podania, świeżymi owocami i tropikalnym klimatem. Nie sposób zawrzeć wszystkiego w jednym poście, dlatego też koniecznie dajcie mi znać o której kuchni lub może życiu w danym kraju chcielibyście dowiedzieć się więcej. Jestem gotowa, aby zabrać Was tam razem ze sobą! Czekam na Wasze komentarze! Do usłyszenia! 




wtorek, 14 marca 2017

Ciekawostki z życia w Korei Południowej



       Całkiem niedawno zdałam sobie sprawę, że mija już 5 miesięcy odkąd zamieszkałam w Seulu, a tym samym pozostaje miesiąc do pożegnania się z tętniącą życiem stolicą Korei Południowej. Sama nie wiem, jak znoszę aż tyle przeprowadzek! Zdaje się adrenalina i pasja odkrywania świata zakotwiczyła się we mnie na dobre. Czuję, że nadchodzi czas, aby ruszyć dalej i chociaż poznałam dość dobrze życie i obyczaje Koreańczyków, zdecydowanie nie jest to miejsce, gdzie chciałabym zostać na dłużej. Jakkolwiek jest to kraj, który zafascynował mnie i zaskoczył. Zerknijcie na ciekawostki z życia w tym kraju. 




1.       Ku mojemu zdumieniu niewielu Koreańczyków mówi po angielsku.

2.       Są przekonani, że ich koreańskie marki są najlepsze.

3.       Zimowe miesiące są dość mroźne, jednak nikt nie zaprząta sobie głowy ciepłymi ubraniami. Otwarte płaszcze, brak czapek i rękawiczek to norma. O ciepłych butach można zapomnieć. Zdaje się, że styl i imponujący wygląd liczy się bardziej. Ja wolę jednak wyglądać jak eskimos, niż marznąć.

4.       Zamiast rękawiczek Koreańczycy używają małych worków, które przy pocieraniu i potrząsaniu robią się ciepłe. Wiele z nich ma urocze wzorki z różnymi napisami.

5.       Trzymając się zimowych punktów... Budynki są słabo ogrzewane! Bardzo często zdarza się, że w mroźny dzień temperatura powietrza w restauracji to 18 stopni i nikt nawet nie trudzi się, żeby włączyć grzejnik, piec... cokolwiek!




6.       Czymś normalnym jest jedzenie w kurtkach i płaszczach.

7.       W toaletach wielu korporacji montowane są specjalne szafki na pastę i szczoteczkę do zębów. Koreańczycy bardzo dbają o higienę jamy ustnej.

8.       Kobiety uwielbiają świecącą się cerę, a my z kolei staramy się matować i pudrować noski.

9.       Restauracje i puby pękają w szwach każdego dnia. Nieważne, czy jest to piątek, niedziela, a nawet poniedziałek wieczorem.

10.   Kraj ma szeroko rozwiniętą gospodarkę ekonomiczną, co odzwierciedla się w stopie finansowej Koreańczyków. Na ulicach roi się od drogich aut i luksusowych marek odzieżowych.

11.   Korea Południowa bardzo wysoko ceni sobie tradycję i kulturę.




12.   Kobiety w podeszłym wieku są niewyobrażalnie wredne, ciągle fukają i przepychają się, a ich złośliwy wyraz twarzy jest w stanie wyprowadzić z równowagi.

13.   System zamykania drzwi wejściowych do mieszkań unika kluczy.W drzwi wmontowane są specjalne czytniki na kod, które umożliwiają otwarcie lub wręcz przeciwnie- uaktywnienie alarmu.

14.   Małe oczy w połączeniu z wielkimi ekranami telefonów nie działają najlepiej. Co gorsza, stanowią zagrożenie dla pieszych! Co chwila zostaję popchnięta, potrącona, ktoś nagle wyrasta mi przed nosem i ani myśli ruszyć się w którąkolwiek stronę, bo zwyczajnie mnie nie widzi. Koreańczycy aż do przesady zatracają się w telefonach.

15.    Seul to miasto mostów. Rzeka Han jest tak olbrzymia, że dzieli aglomerację na wiele przestrzeni. Pokonanie mostów oraz nieustanne korki uliczne czasem przyprawiają o mdłości. Zaznaczam jednak, że atrakcje turystyczne pod względem architektury są gwarantowane.




16.   W Korei Południowej nie istnieje kradzież. Ludzie zostawiają kluczyki w stacyjce aut, włączone skutery przed sklepem, telefon komórkowy na stole itd. Nikt nie ma prawa ruszać tych rzeczy i każdy to szanuje. Pewnego razu moja znajoma, płacąc kobiecie na bazarku, zostawiła przez przypadek 2 torby pełne zakupów. Zorientowała się dopiero po ok. 30 min., a gdy wróciłyśmy na miejsce torby stały nieruszone.

17.   Koreańczycy nie uznają Korei Północnej jako odrębny kraj, dążą do zjednoczenia.

18.   W korporacjach i prywatnych sklepach bardzo często można zobaczyć wielką zasuszoną rybę wiszącą nad drzwiami. Przynosi ona szczęście i bogactwo.

19.    Gdy sroga zima puka do domu Koreańczyka można zapomnieć o zimnych stopach. Bardzo popularne w mieszkaniach są ogrzewania podłogowe, które swoim początkiem sięgają setki lat wstecz.

20.   Kolejne fakty, o których wspominałam zaraz po wylądowaniu w Seulu możecie znaleźć w poście #15 ciekawostek o Koreańczykach




       Które z ciekawostek zaskoczyły Was najbardziej, a o czym chcielibyście dowiedzieć się więcej? Czekam na Wasze komentarze!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...