poniedziałek, 19 czerwca 2017

#8 popularnych mitów o modelkach – łamanie stereotypów



- Jestem modelką- pada odpowiedź, a w głowie rozmówcy pojawia się obszerny spis skandali i mitów, które obiegły do tej pory cały świat. Piękne i puste dziewczyny, nie jedzą, cierpią na anoreksję i bulimię, nic nie robią, zarabiają miliony, typowa kariera przez łóżko... Lista nie ma końca. Dzisiaj sporządziłam spis stereotypów, z którymi miałam styczność w mojej pracy. Większość z nich jest tak popularna, że stała się zwyczajnym odbiciem lustrzanym słowa „modelka”, automatycznie kojarzonym z tym, co najgorsze lub przez lata wkładane do naszej świadomości. 






1.     Modelki nie jedzą


       Oho! Każdy kto mnie zna wie, że głodna Paulina= zła Paulina. Kocham jeść! Kawa i coś słodkiego, chleb zapiekany z serem, spaghetti, pizza, smażone schabowe. Raz na jakiś czas zaglądam do McDonald’a lub prezentuje sobie inny fast food. Mieszkanie, w którym mieszkam z modelkami pełne jest normalnego jedzenia, począwszy od makaronu poprzez pieczywo, kończąc na słodyczach. Wiem, wiem, że do modelki zawsze przyklejony będzie listek sałaty na talerzu. Spokojnie! Jadamy również warzywa, owoce, wszystko co zielone i zdrowe przede wszystkim. Osobiście lubuję się w marchewkach. Bądź co bądź zapewniam Was, że obecnie modelki nie umierają z głodu. Jemy, bo kochamy jeść i mamy świadomość, że „jesteś tym, co jesz”, a więc chcąc nie chcąc, odzwierciedla się to na zdjęciu i w rezultatach naszej pracy.


2.     Modelki są bogate


       To jeden z moich ulubionych mitów! Podczas, gdy znajomi myślą, że mam miliony na koncie i wydaję je na nowe ubrania i wakacje, ja robię najtańsze zakupy w supermarkecie i planuję tygodniowe oszczędności. Jednak muszę przyznać rację: Jestem bogata! Bogata w doświadczenie, bogata w wiedzę o wielu krajach, w których dane było mi mieszkać. Bogata w znajomość języków i niewyobrażalne piękno świata!





3.     Modelki są głupie


       Faktycznie są takie, które nie odróżniają Polski od Rosji lub otwierają buzię na wiadomość, że w Hiszpanii zazwyczaj nie ma śniegu. No cóż... nie każdy jest mocny z geografii. Znam również dziewczyny, które rzuciły szkołę w wieku piętnastu lat i ruszyły w świat, co nie oznacza, że brak im szarych komórek. Bardzo często życie lub sytuacja rodzinna zmusza je do opuszczenia domu. To są przerażająco smutne przypadki, ale istnieją. Nawet w świecie modelingu.

       Miałam również szczęście spotkać wiele inteligentnych dziewczyn, które mają swoje zdanie i poglądy, którym nie obce są książki i nauka, a nasze przegadane noce to te o podróżach, kulturze krajów i religiach. Te modelki, które zaraz po castingach biegną na wykład z historii lub na sesji zdjęciowej zakuwają do egzaminów. Mądre modelki naprawdę istnieją!


4.     Kariera przez łóżko  


       Przyznać się! Każdy zna ten mit i aż strach przyznać, ale większość ludzi w to wierzy. Nie zamierzam kłamać, bo faktycznie zdarzają się przypadki bliższych relacji producentów z modelką, ale nie wkładajmy wszystkich do jednego worka. Są to pojedyncze wyjątki, o których niestety najczęściej jest najgłośniej w mediach itd. Znam dziewczyny, które doszły na szczyt tylko i wyłącznie dzięki ciężkiej pracy, i cierpliwości. Te, które unikały imprez jak ognia, odżywiały się zdrowo, codziennie chodziły na siłownię i ciężko pracowały nad portfolio i własnym doświadczeniu. Teraz są popularne, okrzyknięte „Top Model” a zawistni ludzie komentują „Pewnie przespała się z kim trzeba.” Nikt nie mówi o jej pocie wylanym na siłowni, łzach tuszowanych podczas dni rozłąki z najbliższymi, niekończących się sesjach zdjęciowych i życiu na walizkach.


5.     Modelki są idealne


       Dacie wiare?! Modelki są również ludźmi! Wiele razy spotykam się ze stwierdzeniem, że „ona jest modelką, więc wszystko ok.” Co oznacza, że modelka nie je, nie pije, może ciągle pracować, jej cera nie ma prawa do pryszcza na nosie podczas ważnego castingu, jej oczy nie mogą łzawić, gdy fotograf ma artystyczną wizję na rozwiane włosy przy pomocy ogromnego wiatraka, wycelowanego prosto w twarz dziewczyny. Ma być idealnie! Modelki również chorują, mają pryszcze, suche włosy, cellulit czy problemy. Nie jesteśmy idealne tak, jak pokazują to media. 





6.     Modelki leżą i pachną


         Przyznaję z uśmieszkiem na twarzy, że zdarzają się sesje zdjęciowe, podczas których połowa czasu ucieka mi na piciu kolejnej kawy, czytaniu książki czy rollowaniu instagrama. Oh taki dzień to raj! Raj, który nie zdarza się często. Dzień pracy modelki to bardzo często 12 godzin, ponad 200 ubrań do przebrania się i obowiązkowy uśmiech na twarzy. Do tego dochodzi lista castingów, na które trzeba transportować się szybciej niż struś pędziwiatr i dosłownie być w dwóch miejscach w tym samym czasie. Wtedy warunki nie sprzyjają, aby „tylko leżeć i pachnieć.” Ah... szkoda.   


7.     Modelki są materialistkami


       Długonogie piękności, żyjące w świecie mody. Zaraz po ukazaniu się najnowszych kolekcji projektantów, pędzimy do sklepów, wydając fortunę na ubrania, szpilki, torebki i bóg wie co jeszcze. Zapewne są takie modelki, osobiście nigdy takich nie spotkałam. Znam za to młode dziewczyny, które utrzymują swoich najbliższych. Znam nastolatki, które od najmłodszych lat próbują zarobić pieniądze i pomóc finansowo w domu rodzinnym. Ze łzami w oczach słuchałam wiele historii, gdzie dziewczyny opuszczały kraj i nie miały pieniędzy, które byłyby w stanie pokryć koszt biletu powrotnego. Historie ludzi z realistycznego świata. Jak wiadomo nic nie jest idealne, nawet, gdy jest się modelką.


8.     Modelki mają wszystko za darmo.


      Tego stereotypu nie jestem w stanie w pełni przełamać. To prawda! Niektóre ubrania czy kosmetyki to zwyczajnie prezent od projektanta. Bardzo często modelki zapraszane są na darmowe kolacje, imprezy czy koktajle. Jedyne co musimy robić to wyglądać olśniewająco i dobrze się bawić. Życie idealne prawda? Tu Was zaskoczę, ponieważ jak wiecie z własnego doświadczenia nic nigdy nie jest za darmo.... Na przykład za darmową kolacją stoi obowiązkowa obecność w klubie, a za darmową- kawą zdjęcie na instagramie. Ah... Dziwny jest ten świat!






       Stereotypy o modelkach dwoją się i troją. Z jakimi Ty spotykałaś się do tej pory? Koniecznie podziel się tym ze mną w komentarzach!



Udanego tygodnia kochani!



czwartek, 15 czerwca 2017

Koreańskie kosmetyki i codzienna pielęgnacja




       Z racji, że pojawiło się tak wiele pytań odnośnie moich skarbów przywiezionych z Korei, a także kosmetyków jakich używam do codziennej pielęgnacji, postanowiłam rzucić się na głęboką wodę i napisać post iście kosmetyczny. To mój pierwszy w takim stylu artykuł, więc wybaczcie moje niedociągnięcia, bowiem kosmetyczką nie jestem, a posiadana przeze mnie wiedza to ta, którą zaczerpnęłam podczas wypłakiwania i złoszczenia się na moją cerę, codziennych sesji zdjęciowych i pracy z wizażystami, a także miłości do kosmetyków naturalnych, która zrodziła się podczas mojego półrocznego pobytu w Korei Południowej. Jesteście ciekawe, co też kryje się w mojej toaletce? Zapraszam!




1.     Tonik do twarzy

      
       Na pierwszy ogień idzie tonik do twarzy, bez którego obecnie nie wyobrażam sobie życia. Moje wcześniejsze doświadczenia z firmą Ziaja z linii liście manuka niestety nie zachęcały do używania toniku. Ba! Byłam wręcz wrogo nastawiona i podważałam jakikolwiek sens jego używania. Do momentu, gdy wpadłam w ramiona InnisFree- koreański sklep kosmetyczny, o naturalnym składzie produktów i idealnym dla mnie działaniu. Tonik Jeju Sparkling Mineral Skin dla skóry normalnej i mieszanej, orzeźwia, przywraca odpowiednie PH skóry i niweluje zaczerwienienia. Produkt ten nie podrażnia, skład pozbawiony jest konserwantów, parabenów i alkoholu, a co najlepsze zawiera 80% wód termalnych z wyspy koreańskiej Jeju. Służy mi do porannego przemywania twarzy i przy mojej wrażliwej cerze jest wystarczający jako poranne orzeźwienie.


2.     Krem do twarzy

      
       Nakładany zaraz po użyciu toniku. Produkt z tej samej linii InnisFree Jeju Sparkling Mineral Lotion dla skóry normalnej. Idealnie nadaje się jako baza pod makijaż, nie podrażnia i przyjemnie lekko pachnie. W jego skład wchodzi 61% wód termalnych, olej macadamia, a kolejną gwiazdkę zdobywa za 6-free system. Po nałożeniu na twarz daje uczucie świeżości i przynosi zapach morskiej bryzy. Doskonale nawilża skórę. Czasem jednak moja cera mówi „Mam dosyć” i nie przyjmuje aż tak intensywnego nawilżenia. Wtedy na jakiś czas zamieniam na krem Lirene Bio, który ma lekkie nawilżenie i odpowiednią porcję witaminy E.  





3.     Krem pod oczy


       Wiem, że wiele opinii mówi, że nie powinno się stosować kremu przeciwzmarszczkowego pod oczy w tak młodym wieku. Swój pierwszy krem pod oczy zaczęłam używać regularnie w wieku 18 lat i nie żałuję. Skóra pod oczami jest bardzo delikatna i podatna na zniszczenia, co w mojej pracy jako modelka jest nieuniknione. Ciągły makijaż, drapanie skóry pod oczami różnego rodzaju pędzelkami i zmiana makijażu co kilka godzin bywa męcząca. Dlatego nic nie daje mi tak przyjemnego ukojenia, jak lekki krem pod oczy. Tutaj z pomocą przychodzi mi po raz kolejny InnisFree, które to wypuściło na rynek Orchid Eye Cream. Nawilża, zapobiega powstawaniu zmarszczek, redukuje cienie pod oczami i pachnie idealnie! Uwielbiam swoją poranną rutynę stosując skarby z InnisFree. Delikatna formuła kosmetyków sprawia, że nie obciążają one mojej skóry, dając jej zdecydowanie to, czego potrzebuje na cały dzień, a ich zapach przenosi mnie na łono natury, gdzie morska bryza muska moją twarz, a ja nie przejmuję się niczym. InnisFree ma wszystko pod kontrolą!







      A jeśli interesuje Was więcej informacji o koreańskich kosmetykach zapraszam na bloga Magdy, która miała przyjemność odwiedzić wyspę Jeju, skąd pochodzą kosmetyki InnisFree. Czytajcie jej relację z podróży tutaj ->Wizyta w InnisFree Jeju House


4.     Peeling do twarzy


      Stosuję raz w tygodniu i przyznam szczerze nie wypróbowałam ich zbyt wiele. Moim numerem jeden jest peeling enzymatyczny z Lirene i nie znam żadnych innych, a tubka powoli się kończy. Z przyjemnością poznam inne produkty!


5.     Maseczki w płachcie


      Szturmem podbiły kosmetyczny rynek i cieszą się ogromną popularnością. Komfort, idealne działanie, a także urocze opakowania sprawiają, że ja również nie mogę im odmówić. Domowe SPA z maseczką na twarzy na czele urządzam sobie raz w tygodniu, najczęściej jest to weekend, gdy mam najwięcej wolnego czasu lub poniedziałek, aby nadać mojej skórze blasku i zdrowego wyglądu na tydzień pełen castingów. Moje koreańskie zapasy maseczek przeważają w ulubieńców z InnisFree oraz Tony Moly. Wyjątkowo upodobałam sobie odżywiający brokuł i nawilżające awokado, a zielona herbata ratuje mnie z każdej hormonalnej opresji. Zachwalam, podziwiam i naprawdę polecam! Idealnie dopasowują się do twarzy, nawilżają cerę, dostarczają odpowiednich porcji witaminek oraz nadają skórze promienny wygląd.






6.     Pianka do mycia twarzy i płyn miceralny


       Na zdjęcie makijażu z pracy niezawodny jest dla mnie płyn miceralny. Tutaj akurat mam trzy ulubione pozycje Bioderma, Garnier oraz Lirene. Żadne mleczko, żadna woda, żel, czy inne dziwactwa! Do demakijażu najlepiej sprawdza się płyn miceralny.

       Na głębokie oczyszczenie zaraz po zmyciu makijażu stosuję piankę InnisFree real olive- istny hit, do którego na początku byłam uprzedzona. W pierwszych dniach stosowania odwiedził mnie ogromny wyprysk na policzku, więc zła i rozczarowana odłożyłam produkt na półkę. Jak się później okazało była to wina nowego kremu, stosowanego kilka dni z rzędu w pracy. Zatem przeprosiłam się z pianką do mycia twarzy i przez ostatnie miesiące nie rozstaję się z nią. Idealnie oczyszcza twarz przez co pożegnałam się z zaskórnikami i wągrami, nie wysusza i nie ściąga cery. Idealna!

Po prawej stronie pianka do mycia twarzy, a po lewej nieziemski balsam do ciała o zapachu wanilii. 





      
        To pozycje numer jeden w mojej pielęgnacji. Czy znacie któreś z tych produktów? Czy koreańskie kosmetyki również podbiły Wasze serca?

Ściskam !



niedziela, 11 czerwca 2017

Bóg w wielkim mieście- recenzja książki



       Zazwyczaj nie sięgam po książki o tematyce religijnej. Zapisane strony w grubych oprawach zdają się być tak nierzeczywiste, bije od nich chłód na kilometr. Przeraźliwie krzyczą: „Trzymaj się ode mnie z daleka.” Główny bohater powieści zawsze jest taki surowy i poważny. Siedzi dumnie i bacznie obserwuje każdy mój ruch, jak gdyby tylko czekał, aby wydać mi wyrok. Jest zupełnie inny, niż Ten, Którego znam osobiście. Mój Bóg pomaga wstać, kiedy upadam, troskliwie otacza mnie swoją opieką i wybacza za każdym razem, gdy zbłądzę na życiowej ścieżce. Nie znam złości Boga, ani kary, bo w Nim jest największa miłość, jaką człowiek może zaznać. Tam nie ma miejsca na złość. Mój Bóg jest właśnie taki, jakiego spotkała Katarzyna Olubińska.







       Jej książka wpadła w moje ręce zupełnie przypadkowo. Z ciężkim koszem pełnym produktów stałam w kolejce do kasy w Biedronce. W myślach analizowałam listę zakupów, komponowałam owoce, które jako przyszły deser wylądują w blenderze. Kusiłam się również na bardziej niezdrowe słodkości i z ciekawością zaglądałam do koszyków moich rodaków. Swoją drogą to naprawdę intrygujące, jak wiele mówi o człowieku lista jego zakupów! Moją uwagę rozproszył pudrowy róż, krzyczący do mnie z wysepki z książkami. W pierwszym odruchu pomyślałam, że to kalendarz. Idealny, kobiecy z delikatną okładką. Tytuł książki mówił: „Bóg w wielkim mieście”. Uśmiechnęłam się, intuicyjnie przeczuwając, że ta książka będzie wyjątkowa.

        Zaczęłam ją czytać już kilka dni później w samolocie, lecącym do Paryża. Tytuł wpisał się idealnie w moje życie.

       Książka leży w dłoni jak ulał. Piękny, pudrowy róż, stylowa oprawa i zdjęcia, które wprawiają w romantyczny klimat czytania. Białe filiżanki z parującą kawą, świeże bukiety kwiatów, zielone ogrody, czy tryskająca magicznym światłem Katarzyna Olubińska. Kolejne rozdziały, będące tym samym wywiadami ze sławnymi osobami, rozpoczynają cytaty, krótkie zapowiedzi lub rysunki, malowane niczym dłonią dziecka. Istne dzieło! Autorka rozmawia z celebrytami o sprawach, wobec których wszyscy jesteśmy sobie równi: wiara, życie, śmierć, miłość, strach i cierpienie.





       Tutaj Was zaskoczę, ponieważ mimo urzekającej szaty graficznej nie polubiłam się z treścią. Drażniły mnie wypowiedzi gwiazd i co chwila prychałam ze złością. Kręciłam głową z niedowierzaniem, chcąc złapać za komputer i natychmiast naskrobać maila do celebrytów, że to nie tak! Że nie mają racji i wprowadzają ludzi w wielki błąd!

Co mnie zabolało?


       Każdy odbiera Boga na swój sposób. Istotna jest różnica, w kogo tak naprawdę wierzy dana osoba. Tutaj jednak wszyscy zgodnie powoływali się na Pismo Święte, a skoro tak, mówili również o moim Bogu! Zabolało mnie, że traktują Go jak złotą rybkę, spełniającą życzenia. Jako dziadka na chmurce, który czeka na ich prośby. Egoistyczna postawa, krzycząca na wszystkie strony: „Bóg jest wspaniały, jest mi z nim tak wygodnie!” Znany aktor mówi: „Staram się żyć tak, żeby niczego nie musieć i z niczego się nie tłumaczyć. Nawet Bogu.” No tak, Pan Wygodniś. A co z poświęceniem? Co z obowiązkiem, wywodzącym się z bycia chrześcijaninem? Czy ktokolwiek zadał sobie pytanie zwrotne: Czego tak naprawdę chce ode mnie Pan Bóg? Co JA mogę podarować JEMU? Czytając początek wywiadów czułam dziwny niedosyt i pustkę. Zupełnie tak, jak gdyby chrześcijaństwo obecnie opierało się tylko i wyłącznie na wierze w staruszka na chmurce i proszeniu go o spełnienie marzeń, pragnień i zachcianek. Takie święta Bożego Narodzenia przez cały rok.





Światełko

   
       Dalsza część książki niespodziewanie przyniosła świeży powiew optymizmu.Pełna światła, przepięknych cytatów, zachęcających do refleksji i zmian. Wzruszające historie ludzi, którzy na wielkich ekranach telewizora zdają się być tacy szczęśliwi i idealni. Gwiazdy, opowiadające o swoich rozterkach i chwilach upadku, zwierzenia z tak intymnych rzeczy, jak uzależnienia czy depresja. Wszystko to sprawia, że do głowy nasuwa się jedna myśl. Myśl o tym, że wszyscy zostaliśmy stworzeni z jednym pragnieniem, pragnieniem miłości oraz tęsknotą za Bogiem. Nieważne, czy jest to sławna aktorka, top modelka, wybitny pisarz, czy dziennikarka. Wszyscy jesteśmy ulepieni z tej samej gliny. Pragniemy kochać i być kochanym. Chcemy żyć w społeczeństwie, gdzie nie ma nienawiści i przemocy, a najważniejszą wartością jest miłość i pomoc bliźniemu. Wyjątkowo spodobał mi się wywiad z Izabelą Miko oraz Maciejem Musiał. Czyste, realne i logiczne same w sobie. Urzekła mnie ich świadomość obecności Boga i traktowanie Jego słów jako drogowskaz, GPS w życiu. Wiedza, że wiara =wyzwanie.





      Wzruszył mnie również rozdział książki pt. „Małe gesty”, który pokazuje wielki świat z innej perspektywy. Pełen ludzi bezdomnych i głodnych, ubogich, którzy wszystko stracili. Świat pełen niepełnosprawnych i tych, walczących o życie. Cudowna postawa Katarzyny Olubińskiej motywuje do pomocy w tak magiczny sposób. Poprzez pozytywną energię, szczerość i otwartość pokazuje, że wiara i Bóg są jej codziennością. Idą razem przez życie jak najlepsi partnerzy. ON daje jej siłę do walki, spokój ducha i miłość, a ona poprzez Małe Wielkie gesty ratuje ludzkość.

      „Bóg w wielkim mieście” to zdecydowanie książka ku pokrzepieniu serc. Zmusza do refleksji nad własnym życiem, zachęca do poszukiwań obecności Boga w codziennym życiu, a na przykładzie wywiadów ze znanymi osobistościami, pokazuje, że wiara jest lekiem na całe zło. Daje siłę, wypełnia miłością i spokojem, pobudza do życia i nadaje mu sens.





     „ Jestem wdzięczna Bogu za to, że mnie uwalnia i przywraca wzrok. Dzięki Niemu nauczyłam się w końcu doceniać swoje życie. Wiem, że wiele razy jeszcze upadnę, ale chcę dalej iść z Nim, obojętnie już: w małym czy wielkim mieście. Z Nim jestem po prostu szczęśliwa. Jeśli się Go tylko złapie za rękę i zrobi jeden mały krok, On działa w życiu niewyobrażalne cuda.”


      Podpisuję się pod tym obiema rękami - Paulina G Lifestyle


      Ciekawi mnie czy ktoś z Was trafił już na tą książkę? Jakie wrażenia po przeczytaniu? Koniecznie podzielcie się tym w komentarzach!